Kategoria: Emocje

Jak pierwsze więzi kształtują nasze życie? – Teoria relacji z obiektem

 

Teoria relacji z obiektem to jedna z najważniejszych teorii psychologicznych, która pomaga zrozumieć, w jaki sposób wczesne doświadczenia z opiekunami wpływają na nasze emocje, relacje i poczucie własnej wartości. Choć nazwa może brzmieć skomplikowanie, jej główna idea jest prosta:

Sposób, w jaki byliśmy traktowani w dzieciństwie, ma ogromny wpływ na to, jak funkcjonujemy jako dorośli. W teorii relacji z obiektem słowo „obiekt” nie oznacza przedmiotu, lecz osobę, wobec której kierujemy swoje uczucia i potrzeby. Najczęściej pierwszym obiektem jest matka lub inny główny opiekun dziecka. To właśnie z tą osobą niemowlę tworzy pierwszą więź emocjonalną, która staje się wzorem dla późniejszych relacji. Dziecko od pierwszych dni życia obserwuje, jak opiekun reaguje na jego potrzeby. Jeśli jest otoczone troską, czułością i zrozumieniem, uczy się, że świat jest bezpieczny, a inni ludzie godni zaufania. Z kolei brak stabilnej opieki, odrzucenie lub nadmierna krytyka mogą prowadzić do powstania negatywnych wzorców relacji.

Psychologowie nazywają te wzorce „wewnętrznymi reprezentacjami obiektów”. Oznacza to, że w naszej psychice tworzą się obrazy siebie i innych ludzi, które wpływają na nasze zachowanie w dorosłym życiu.

Teoria relacji z obiektem pomaga wyjaśnić, dlaczego niektórzy ludzie mają trudności w budowaniu bliskich relacji, odczuwają lęk przed odrzuceniem lub mają niskie poczucie własnej wartości. Pokazuje również, że nasze problemy emocjonalne często mają swoje korzenie w bardzo wczesnych doświadczeniach. Jednym z klasycznych badań, które rzuciło na to nowe światło, jest badanie Rudolpha Schaffera i Peggy Emerson z 1964 roku — dziś wciąż uznawane za fundament wiedzy o tym, jak kształtuje się nasza zdolność do budowania bliskości. Teoria relacji z obiektem Rudolfa Schaffera stanowi istotny wkład w badania nad rozwojem więzi emocjonalnej między dzieckiem a opiekunem. Schaffer, wraz z Peggy Emerson, przeprowadził klasyczne badania nad przywiązaniem u niemowląt, które pozwoliły na wyodrębnienie etapów rozwoju relacji z obiektem oraz zrozumienie mechanizmów tworzenia więzi emocjonalnych.

Schaffer i Emerson przez wiele miesięcy obserwowali 60 niemowląt z Glasgow, śledząc ich rozwój od pierwszych tygodni życia. Rejestrowali, kiedy i wobec kogo pojawiały się pierwsze oznaki silnej więzi — protest przy rozstaniu, lęk wobec obcych, potrzeba bliskości konkretnej osoby. Badanie to obaliło popularne wówczas przekonanie, że najsilniej przywiązujemy się do osoby, która nas karmi lub spędza z nami najwięcej czasu.

Kluczowym czynnikiem okazała się wrażliwość opiekuna — jego zdolność do trafnego odczytywania i reagowania na sygnały dziecka. To właśnie jakość kontaktu emocjonalnego, a nie sama jego ilość, decydowała o sile i charakterze pierwszej więzi.

 

Schaffer i Emerson (1964) wyróżnili cztery podstawowe etapy rozwoju przywiązania:

 

Etap aspołeczny (pre-przywiązania), (0–6 tygodni)

W pierwszych tygodniach życia niemowlę reaguje na ludzi w sposób nieselektywny. Dziecko wykazuje preferencję wobec bodźców społecznych, takich jak twarz ludzka czy głos, jednak nie różnicuje jeszcze wyraźnie poszczególnych osób.

Etap przywiązania nieróżnicującego, (6 tygodni – 7 miesięcy)

W tym okresie dziecko zaczyna rozpoznawać osoby regularnie się nim opiekujące. Niemowlę wykazuje większą radość w kontakcie z opiekunami niż z osobami obcymi, jednak nadal akceptuje opiekę ze strony różnych osób.

Etap przywiązania specyficznego (wybiórczego), (7–9 miesięcy)

Około siódmego miesiąca życia dziecko tworzy silną więź z jedną, wybraną osobą, najczęściej matką. Pojawia się lęk separacyjny oraz lęk przed obcymi, co świadczy o ukształtowaniu się trwałego przywiązania.

Etap przywiązania wielokrotnego, (od 10. miesiąca życia)

Dziecko zaczyna tworzyć więzi z innymi osobami, takimi jak rodzeństwo czy dziadkowie. Schaffer i Emerson podkreślali, że przywiązanie do matki nie wyklucza możliwości tworzenia innych znaczących relacji.

Teoria Schaffera opiera się na kilku kluczowych założeniach:

  1. Przywiązanie jest procesem stopniowym – więź emocjonalna rozwija się etapami, a nie pojawia się nagle.
  2. Responsywność opiekuna jest kluczowa – dziecko przywiązuje się przede wszystkim do osoby, która najtrafniej reaguje na jego potrzeby.
  3. Przywiązanie nie zależy wyłącznie od karmienia – wyniki badań podważyły wcześniejsze przekonanie, że więź z matką wynika głównie z zaspokajania potrzeb biologicznych.
  4. Możliwe są wielokrotne przywiązania – dziecko może tworzyć silne więzi z więcej niż jedną osobą.

Teoria relacji z obiektem przypomina nam, że człowiek od początku życia potrzebuje bliskości, akceptacji i bezpieczeństwa. Pierwsze relacje z opiekunami nie tylko wpływają na dzieciństwo, ale mogą kształtować całe nasze dorosłe życie. Zrozumienie tych mechanizmów pozwala lepiej poznać siebie i budować bardziej świadome relacje z innymi.

Może się wydawać, że badanie nad niemowlętami niewiele ma wspólnego z życiem dorosłego człowieka. W rzeczywistości to właśnie w tym najwcześniejszym okresie kształtuje się wewnętrzny wzorzec relacji — pewien „szablon” tego, czego możemy oczekiwać od bliskości, czy czujemy się w niej bezpiecznie, czy raczej czujemy potrzebę czujności, kontroli lub dystansu. Wzorzec ten, wykształcony na długo przed tym, zanim zaczęliśmy cokolwiek pamiętać, towarzyszy nam później w relacjach partnerskich, przyjacielskich, zawodowych — a także w gabinecie terapeutycznym.

Wnioski Schaffera i Emerson wpisują się w założenia psychoanalitycznej teorii relacji z obiektem — nurt psychoterapii zakładający, że to jakość wczesnych więzi, a nie zaspokajanie popędów czy potrzeb fizjologicznych, kształtuje strukturę naszej psychiki i sposób, w jaki funkcjonujemy w relacjach jako dorośli ludzie.

  • Donald Winnicott pisał o „wystarczająco dobrym” opiekunie — takim, który nie musi być idealny, lecz wystarczająco uważny i dostrojony. Dorosły, który doświadczył takiej opieki, zwykle łatwiej znosi niedoskonałości bliskich osób bez poczucia zagrożenia. 
  • Wilfred Bion opisywał, jak opiekun pomaga oswoić trudne, przytłaczające emocje dziecka — podobny proces odtwarza się później w dobrej relacji terapeutycznej, w której pacjent uczy się nazywać i rozumieć to, co wcześniej było jedynie chaotycznym napięciem. 
  • Ronald Fairbairn twierdził, że człowiek od początku życia poszukuje nie przyjemności, lecz relacji — co empirycznie potwierdziły obserwacje Schaffera i Emerson: więź nie zależała od zaspokajania potrzeb fizjologicznych, lecz od jakości kontaktu emocjonalnego. 
  • Margaret Mahler opisywała proces stopniowego oddzielania się psychicznego od pierwotnej symbiozy z opiekunem i budowania własnej, odrębnej tożsamości — proces, którego przebieg rzutuje później na to, jak dorosły człowiek radzi sobie z bliskością i autonomią w związku. 

Teoria relacji z obiektem Schaffera miała istotny wpływ na rozwój psychologii rozwojowej. Badania Schaffera i Emerson dostarczyły empirycznych dowodów na to, że jakość relacji między dzieckiem a opiekunem ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju emocjonalnego i społecznego.

Współczesne badania potwierdzają, że bezpieczne przywiązanie we wczesnym dzieciństwie sprzyja rozwojowi kompetencji społecznych, zdolności do regulacji emocji oraz budowaniu satysfakcjonujących relacji interpersonalnych w późniejszym życiu (Ainsworth, 1978; Bowlby, 1969).

Ponadto koncepcja Schaffera znalazła zastosowanie w praktyce klinicznej, pedagogicznej i terapeutycznej. Wiedza na temat etapów rozwoju przywiązania jest wykorzystywana m.in. w terapii psychoanalitycznej, psychodynamicznej i systemowej oraz terapii opartej na mentalizacji (MBT). Terapeuci pomagają pacjentom rozpoznać ich nieświadome wzorce relacji i stopniowo je zmieniać, aby mogli tworzyć zdrowsze i bardziej satysfakcjonujące więzi oraz mieć bardziej adekwatny do relności obraz świata i ludzi.

 

 

 

Autorka: Martyna Korzec – psycholożka, psychoterapeutka

 

 

 

 

 

BIBLIOGRAFIA:

Bion, W. R. (2011). Uczenie się na podstawie doświadczenia (przeł. Danuta Golec, wstęp do wyd. pol. Michał Łapiński). Warszawa: Oficyna Ingenium. (dostępne jest też wyd. 2, 2021).

Bowlby, J. (2007/2016/2022). Przywiązanie (przeł. Magdalena Polaszewska-Nicke). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, seria Biblioteka Klasyków Psychologii. (dostępne kolejne dodruki: 2007, 2016, 2022).

Cierpiałkowska, L., Gościniak, J. (red.), Współczesna psychoanaliza, Wydawnictwo Naukowe UAM.

Schaffer, H. R., Emerson, P. E. (1964). The Development of Social Attachments in Infancy. Monographs of the Society for Research in Child Development, 29(3).

 

Czym jest mentalizacja i jak ratuje nasze relacje?

Mentalizacja to, mówiąc potocznie, zdolność rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych i przekładania ich na zachowania, a także świadomość, że za obserwowalnymi zachowaniami innych ludzi stoją niewidoczne emocje, pragnienia i potrzeby.

 

 Stany mentalne, których doświadczamy, intencjonalnie przekładają się na zachowania, a jednocześnie rzeczywistość wewnętrzna (świat myśli i uczuć) pozostaje odrębna (nietożsama) od rzeczywistości zewnętrznej (świata działań). Na zachowanie człowieka wpływa jego aktualny stan emocjonalny, kontekst i jego subiektywna interpretacja oraz przeszłe doświadczenia. Świadomość tego oraz ostrożność we wnioskowaniu o stanach mentalnych innych osób (tym, co ukryte) na podstawie ich zachowań (tego, co widoczne) stanowi istotę dobrej mentalizacji.

 

Sytuacja obrazująca mentalizację:

Sytuacja:
Anna wraca zmęczona po całym dniu w pracy. Widzi, że jej partner, Jan, siedzi na kanapie w bałaganie i przegląda telefon, a obiecany obiad nie jest gotowy.

Brak mentalizacji (reakcja automatyczna):
Anna natychmiast wyciąga wniosek: „Jan robi to specjalnie, w ogóle mnie nie szanuje i ma gdzieś moje zmęczenie”. Reaguje złością, trzaska drzwiami od szafek i mówi z ironią: „Jak zwykle wszystko na mojej głowie, dzięki za pomoc”. Jan, słysząc atak, obraża się i zamyka w sobie. Rzeczywistość wewnętrzna Anny (czuje się ignorowana) została uznana za jedyną prawdę o intencjach Jana.

Dobra mentalizacja w praktyce:
Anna czuje narastającą złość, ale zatrzymuje się. Wie, że zachowanie Jana (telefon, brak obiadu) to tylko warstwa widoczna. Zaczyna ostrożnie wnioskować o tym, co ukryte: „Też jestem wściekła, bo jestem głodna. Ale Jan rzadko tak robi. Może miał fatalny dzień w pracy, czuje się przebodźcowany i ten telefon to jego sposób na odcięcie się od stresu?”.

Dzięki tej świadomości Anna nie atakuje. Podchodzi i pyta spokojnie: „Widzę, że obiad niegotowy, a Ty wyglądasz na odciętego od świata. Wszystko okej? Miałeś trudny dzień?”. Taka reakcja otwiera przestrzeń na rozmowę zamiast kłótni.

 

Wymiary mentalizacji:

Mentalizacja automatyczna vs kontrolowana

Mentalizacja kontrolowana to świadomy i refleksyjny proces zastanawiania się nad tym, czego sami doświadczamy oraz co może oznaczać to, co widzimy w zachowaniu innych ludzi. Jest ona ściśle związana z funkcjonowaniem werbalnym, czyli z „myśleniem słowami”. Aktywizuje obszary mózgu odpowiedzialne za myślenie językowe, angażuje procesy uwagi i wymaga czasu. Wyraża się to w refleksyjnych wypowiedziach oraz w głębszym zastanawianiu się nad światem psychicznym swoim i innych osób.

Tymczasem mentalizacja automatyczna to szybki, nierefleksyjny, nieświadomy i utajony proces wnioskowania. Nie angażuje ona wyższych ośrodków mózgu, lecz korzysta z bardziej pierwotnych struktur (np. ciała migdałowatego). W codziennym kontakcie przejawia się to bezwysiłkowym i natychmiastowym formułowaniem sądów.

Nawiązując do wcześniejszego przykładu z parą (Anna i Jan), idealnie pasuje on do tej teorii! Pierwsza, złoścliwa reakcja Anny to właśnie mentalizacja automatyczna (szybka, bezwysiłkowa ocena z ciała migdałowatego), a jej zatrzymanie się i analiza sytuacji to mentalizacja kontrolowana (zaangażowanie uwagi i języka).

 

Mentalizacja poznawcza vs afektywna

Rozróżnienie to odnosi się do ujmowania stanów umysłu w kategoriach przekonań i celów działań (mentalizacja poznawcza) oraz zdolności wnioskowania o stanach emocjonalnych innych osób (mentalizacja afektywna).

Zaburzenia w działaniu poznawczego aspektu mentalizacji przejawiają się „zalewaniem” emocjami, trudnościami w korzystaniu z wiedzy refleksyjnej i poznawczej oraz z przyjęciem innych punktów widzenia. Z kolei trudności w obszarze mentalizacji afektywnej mogą skutkować chłodem emocjonalnym, trudnością we współodczuwaniu lub błędnym odczytywaniem nastroju innych ludzi.

  • W naszym przykładzie: Gdyby Anna uległa zaburzeniu mentalizacji poznawczej, silne emocje (złość, głód) całkowicie odcięłyby ją od logicznego myślenia. Nie potrafiłaby przyjąć perspektywy Jana ani przypomnieć sobie, że on zazwyczaj dba o dom.
  • Z kolei dzięki sprawnej mentalizacji afektywnej, Anna potrafi współodczuwać z partnerem, zanim jeszcze z nim porozmawia. Zamiast chłodu, pojawia się w niej empatia: dostrzega, że Jan wygląda na „odciętego od świata” i domyśla się, że pod tym zachowaniem kryje się jego własne przebodźcowanie lub smutek.

 

Mentalizacja zorientowana na Ja vs zorientowana na Innych

Mentalizacja w kontekście autorefleksyjnym to wnioskowanie na temat własnych stanów emocjonalnych, natomiast w kontekście interpersonalnym – na temat stanów mentalnych innych osób. Aby móc mentalizować o stanach umysłu innych ludzi, trzeba być w stanie uznać odrębność umysłu drugiej osoby od naszego własnego. Trudności w tym aspekcie prowadzą do problemów z tożsamością i braku poczucia odrębności Ja od Innych. Zaburzeniem mentalizacji jest też sztywna koncentracja na jednym z biegunów, czyli brak równowagi w łączeniu tych dwóch perspektyw.

  • W naszym przykładzie: Dobra mentalizacja wymaga od Anny zachowania idealnej równowagi między oboma biegunami.
  • Najpierw stosuje mentalizację zorientowaną na Ja: „Rozumiem, co się ze mną dzieje – jestem wściekła i zmęczona”.
  • Następnie płynnie przechodzi do mentalizacji zorientowanej na Innych, uznając, że Jan to odrębna osoba, która ma w tej samej chwili zupełnie inny stan umysłu: „On nie myśli teraz o mnie, on próbuje poradzić sobie ze swoim ciężkim dniem w pracy”.

Dzięki zachowaniu tej równowagi Anna nie zatraca siebie w złości, ale też nie unieważnia stanu Jana. Może podejść i zapytać spokojnie: „Widzę, że obiad niegotowy, a Ty wyglądasz na odciętego od świata. Wszystko okej? Miałeś trudny dzień?”. Taka reakcja – oparta na pełnej mentalizacji – zamiast raniącego konfliktu, otwiera bezpieczną przestrzeń na bliskość i rozmowę.

 

Co jest potrzebne do mentalizacji?

Do mentalizowania potrzebne jest zaufanie, a to z kolei wymaga bezpiecznego przywiązania. Podstawowe zaufanie epistemiczne (“epistemic trust” – termin wprowadzony przez Petera Fonagy’ego) oznacza gotowość do uznawania informacji przekazywanych przez innych za wiarygodne, istotne i użyteczne. Jest to niezbędny mechanizm biologiczno-społeczny, który umożliwia naukę, przyswajanie wiedzy o świecie oraz budowanie relacji z innymi ludźmi.

Aby mentalizować, musimy czuć się bezpiecznie. Bezpieczny styl przywiązania pozwala doświadczać, poddawać refleksji i regulować własne emocje. Pozwala także odróżniać swoje myśli i uczucia od stanów psychicznych innych osób, a więc postrzegać siebie i innych ludzi jako odrębne, niezależne istoty. Osoby o bezpiecznym stylu przywiązania mają pozytywny obraz samych siebie – są przekonane, że zasługują na szacunek i miłość. Innych ludzi widzą adekwatnie, wierząc, że są oni zdolni do zaspokojenia ich potrzeby bliskości oraz poczucia bezpieczeństwa. W efekcie obdarzają swoich partnerów większym zaufaniem.

Na poziomie neurologicznym neurobiologia mentalizacji wymaga dobrej komunikacji między układem limbicznym (odpowiedzialnym za przetwarzanie emocji) a korą przedczołową (odpowiedzialną za refleksję). Gdy ta komunikacja zostaje zaburzona, mózg przestawia się na tryb przetrwania, a wyższe funkcje poznawcze są tłumione. Wówczas doświadczenia są przetwarzane w oparciu o obrazy, gesty, dźwięki i zapachy (przetwarzanie typowe dla prawej półkuli). Znaczenia nadawane są intuicyjnie, a ich prawdziwość staje się bezsprzeczna i niepoddawana dyskusji (czyli refleksji). Dzieje się tak, ponieważ ciało migdałowate ocenia informacje ze wzgórza jako zagrażające i uruchamia „szybszą ścieżkę”. Pomija ona korę przedczołową, zwaną mózgiem racjonalnym, która odpowiada za świadomą i szczegółową interpretację bodźców. Prawda emocji staje się wtedy niepodważalna.

Natomiast istotą traumy jest neurobiologiczna odpowiedź mózgu na zagrożenie, która trwale blokuje tę łączność, więzi człowieka w trybie przetrwania i drastycznie ogranicza zdolność do refleksyjnej mentalizacji.

 

Tryby pozamentalizacyjne (prementalne):

 

Tryb ekwiwalencji psychicznej – charakteryzuje się myśleniem konkretnym i załamaniem zdolności do mentalizacji. Następuje tu zrównanie rzeczywistości zewnętrznej z wewnętrzną („to, co myślę, jest dokładnie tym, co istnieje”). Towarzyszy temu niezdolność do uwzględniania stanów mentalnych innych osób oraz brak możliwości skupienia się na ich myślach, uczuciach i pragnieniach. Wnioskowanie o świecie wewnętrznym zostaje zapośredniczone w wydarzeniach fizycznych (czyli czyny i fakty materialne są traktowane jako jedyny dowód na intencje).

  • Sytuacja w sklepie: Kasjerka nie uśmiecha się do Klienta, podaje resztę bez słowa i patrzy zmęczonym wzrokiem.
  • Reakcja w trybie ekwiwalencji: Klient natychmiast myśli: „Ona robi to specjalnie, celowo okazuje mi brak szacunku, bo uważa mnie za gorszego”. Myśl klienta staje się dla niego niepodważalnym faktem. Nie bierze pod uwagę, że kobieta może być skrajnie zmęczona po 10 godzinach pracy lub martwić się chorobą dziecka. Dla niego jej zachowanie (fakt fizyczny) jest absolutnym, bezpośrednim dowodem na jej złe intencje wobec niego.

 

Tryb „na niby” (pretend mode) – w tym stanie myśli i uczucia nie są połączone z rzeczywistością, a stany wewnętrzne pozostają całkowicie oddzielone od doświadczeń ze świata zewnętrznego. Wyraża się to tzw. pseudomentalizacją. Przejawia się ona nadmiernym intelektualizowaniem, opowiadaniem o emocjach zamiast ich przeżywania oraz tworzeniem nużących dla odbiorcy, odciętych od realnych uczuć historii. Towarzyszy temu wyjątkowo silne przekonanie o absolutnej trafności wygłaszanych sądów. Stanowi to całkowite przeciwieństwo prawdziwej mentalizacji, którą z natury charakteryzuje elastyczność, niepewność i wątpliwość co do trafności własnych wniosków, a także stała potrzeba ich weryfikacji (wyrażana w pytaniach typu: „Czy dobrze Cię rozumiem?”, „Czy tak właśnie się czujesz?”).

  • Sytuacja na terapii lub w rozmowie z bliskim: Mężczyzna opowiada o nagłej śmierci swojego ukochanego psa, z którym spędził 15 lat.
  • Reakcja w trybie „na niby”: Mówi monotonnym, spokojnym głosem: „To naturalny proces biologiczny, każde stworzenie umiera. Statystycznie ta rasa żyje krócej, więc podchodzę do tego ze stoickim spokojem. Przeanalizowałem już fazy żałoby i jestem na etapie akceptacji”. Choć używa mądrych słów i opowiada o psychologii, jego historia jest całkowicie odcięta od realnego smutku i bólu. Słuchacz czuje znużenie i sztuczność, ponieważ mężczyzna produkuje potok słów, aby uciec przed prawdziwym przeżywaniem straty. Gdyby ktoś zapytał go: „Czy ty po prostu za nim nie tęsknisz?”, odpowiedziałby z głębokim, sztywnym przekonaniem: „Nie, ja to już w pełni przepracowałem”.

 

Tryb teleologiczny – w tym stanie stany wewnętrzne nie odgrywają żadnej roli, a wszelkie działania są rozumiane bardzo konkretnie, wyłącznie na podstawie ich fizycznych i widocznych skutków. Model ten odpowiada pierwotnym zdolnościom mentalizacyjnym dziecka między 6. a 12. miesiącem życia, kiedy pojmuje ono jedynie prosty związek przyczynowo-skutkowy między fizycznym działaniem a jego materialnym efektem. W trybie teleologicznym stany wewnętrzne (motywacje, uczucia, intencje) nie mają znaczenia i nie są brane pod uwagę. Drugi człowiek oraz jego zachowania są oceniani i rozliczani jedynie przez pryzmat namacalnych rezultatów ich czynów. Uczucia nie istnieją bez dowodów, a intencje są tożsame z czynami.

  • Sytuacja: Kasia ma za sobą bardzo ciężki, stresujący tydzień w pracy. Przez cały piątek marzy tylko o tym, by po powrocie do domu przytulić się do partnera i poczuć jego wsparcie. Gdy wchodzi do mieszkania, Bartek wita ją w locie, daje szybkiego buziaka w policzek i mówi: „Kochanie, kupiłem pizzę, jest w kuchni. Ja muszę natychmiast wracać do komputera, bo pilnie kończę ważny projekt”.
  • Reakcja w trybie teleologicznym: Dla Kasi w tym momencie liczą się wyłącznie fizyczne, namacalne dowody miłości. Ignoruje fakt, że Bartek kupił jej ulubione jedzenie oraz to, że jest pod silną presją w pracy. W jej umyśle pojawia się konkretny, sztywny wniosek: „Nie przytulił mnie i nie usiadł ze mną przy stole, a to oznacza, że mu na mnie nie zależy i mnie nie kocha”. W trybie teleologicznym intencje Bartka (chęć zadbania o kolację, stres zawodowy) nie mają żadnego znaczenia. Kasia uznaje, że miłość istnieje tylko wtedy, gdy wyraża się poprzez konkretne, fizyczne zachowanie (długie przytulenie, fizyczna obecność). Ponieważ materialny skutek się nie pojawił, Kasia czuje się całkowicie odrzucona.

 

Co przeszkadza w rozwoju mentalizacji?

Na wystąpienie trudności w mentalizowaniu ma wpływ nie tyle samo doświadczenie traumy, ile ogólny klimat emocjonalny w dzieciństwie. Niskie zaangażowanie emocjonalne opiekunów, zaniedbanie dziecka, przemoc emocjonalna, nieadekwatne reakcje (błędne odzwierciedlanie) oraz zaburzona komunikacja nie tylko uniemożliwiają przepracowanie ewentualnych trudnych doświadczeń, ale same w sobie stanowią źródło zaburzeń. Niedostępny bądź wrogi opiekun wywołuje u dziecka silne napięcie i chroniczne pobudzenie. Wysoki poziom stresu hamuje aktywność struktur mózgowych odpowiedzialnych za zdolność do mentalizacji.

Doświadczenie traumatyczne może skutkować również hipermentalizacją. Jest to automatyczne, niekontrolowane i obsesyjne wnioskowanie na temat tego, czego oczekuje druga osoba, połączone z nadmiernym „odczytywaniem” jej myśli i pragnień. Służy to jako mechanizm obronny, którego celem jest zapobieżenie zagrożeniu lub zminimalizowanie go.

  • Sytuacja: Szef wysyła do Marty lakoniczny e-mail o treści: „Marta, podejdź proszę do mojego gabinetu dzisiaj o 15:00. Chcę omówić raport kwartalny”.
  • Reakcja oparta na hipermentalizacji: Marta natychmiast wpada w panikę i zaczyna obsesyjnie analizować intencje przełożonego: „Dlaczego napisał tak oficjalnie? Przecież zwykle dodaje wykrzyknik albo pisze »cześć«. Na pewno uważa, że zawaliłam ten raport. Pewnie rozmawiał już z dyrektorem i chcą mnie zwolnić, a słowo »omówić« to tylko dyplomatyczna przykrywka”. Marta spędza kolejne godziny na gorączkowym domyślaniu się, co szef „naprawdę” miał na myśli. Przegląda każde zdanie w raporcie, szukając błędów i przygotowując strategię obrony. Kiedy o 15:00 wchodzi do gabinetu, jest skrajnie wyczerpana i spięta. Na miejscu okazuje się, że szef chciał jej po prostu podziękować za świetną robotę i zapytać, czy potrzebuje dodatkowego budżetu na kolejny kwartał. Szef napisał krótką wiadomość, ponieważ spieszył się na spotkanie z zarządem.

 

Istotną przeszkodą w rozwoju mentalizacji są także pozabezpieczne style przywiązania:

  • Styl lękowo-unikający – polega na pozostawaniu w zdystansowanym kontakcie i przyjmowaniu postawy „niczego nie potrzebuję”. Zaprzeczanie potrzebie więzi ma chronić przed ponownym odrzuceniem. Przekłada się to na nadmierną regulację (sztywne hamowanie) własnych emocji oraz unikanie sytuacji, które mogą wywołać pobudzenie emocjonalne. Osoba o tym stylu nie oczekuje pomocy, nie wierzy bliskim osobom ani sobie i nie buduje zaufania – zamiast tego stara się dezaktywować więź. Ludzie ci mają tendencję do nierealistycznie pozytywnego postrzegania siebie przy jednoczesnym negatywnym obrazie innych osób.
  • Styl lękowo-ambiwalentny – charakteryzuje się zwiększonym napięciem i niepokojem, w którym złość i lęk stale mieszają się z silnym dążeniem do bliskości. Wiąże się to z obniżoną zdolnością do regulacji emocji i skłonnością do wyolbrzymiania swoich przeżyć. W tym stanie brakuje przestrzeni na autentyczne zaciekawienie drugą osobą. W relacjach dominuje obawa przed rozczarowaniem. Osoby te negatywnie postrzegają same siebie i nie mają do siebie zaufania, a poczucie własnej wartości budują wyłącznie w oparciu o aprobatę ze strony innych.
  • Przywiązanie zdezorganizowane – w tym przypadku osoba nie ufa ani sobie, ani otoczeniu, a w relacjach podświadomie oczekuje nadużycia lub krzywdy. Osoby ze zdezorganizowanym stylem przywiązania postrzegają siebie jako niewarte zainteresowania i miłości, natomiast innych widzą jako niegodnych zaufania, wrogich i zagrażających. Ekstremalny lęk w tym stylu całkowicie paraliżuje proces refleksyjnej mentalizacji.

 

Link do artykułu o STYLACH PRZYWIĄZANIA

 

Jak odzyskać kontrolę nad własnym umysłem?

Mentalizacja nie jest stałą cechą, którą się ma lub której się nie ma – to dynamiczna zdolność, która zmienia się w zależności od naszego poziomu stresu, poczucia bezpieczeństwa i historii relacyjnej. Kiedy nasz system nerwowy wchodzi w tryb przetrwania, a ciało migdałowate odcina racjonalną korę przedczołową, wszyscy mamy tendencję do wpadania w pułapki pozamentalizacyjne. Zaczynamy traktować swoje lęki jako obiektywne fakty (ekwiwalencja psychiczna), uciekamy w chłodny intelektualizm (tryb „na niby”) lub wyczerpujemy się obsesyjnym zgadywaniem intencji innych ludzi (hipermentalizacja).

Kluczem do zdrowych relacji z samym sobą i z innymi ludźmi jest przejście od mentalizacji automatycznej do mentalizacji kontrolowanej. Wymaga to czasu, uważności i przede wszystkim odwagi do stanięcia w pozycji „nie-wiedzy”. Dobra mentalizacja to akceptacja faktu, że umysł drugiego człowieka jest dla nas zawsze częściowo tajemnicą. Zamiast zakładać, że wiemy, co partner, szef czy przyjaciel „miał na myśli”, bezpieczniej i zdrowiej jest zatrzymać automatyczny osąd, sprawdzić własne emocje i zapytać. W ten sposób budujemy zaufanie epistemiczne i tworzymy bezpieczną przestrzeń, w której złość ma szansę ustąpić miejsca autentycznemu zrozumieniu. Czasem jednak nie jest łatwo zatrzymać się i potrzebne jest wsparcie, by wyrobić w sobie ten nawyk. Wtedy z pomocą przychodzi psychoterapia.

 

 

Autorka: Agata Hensoldt – Jankowska – psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka PTP, absolwentka Studium Psychoterapii i Studium Psychoterapii Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji oraz I edycji Akademii Mentalizacji prowadzonej przez Pracownię HUMANI, międzynarodową placówkę partnerską Anna Freud Centre w Londynie w zakresie MBT  oraz partnera Norweskiego Instytutu Mentalizacji. W Ośrodku Psychoterapii Przystań prowadzi psychoterapię indywidualną, par i grupową osób dorosłych oraz superwizję psychoterapii i pomocy psychologicznej.

 

 

BIBLIOGRAFIA:

  • Allen, J. G., Fonagy, P., Bateman, A. W. (2014). Mentalizowanie w praktyce klinicznej (tłum. M. Cierpisz). Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  • Asen, E., Fonagy, P. (2024). Terapia rodzin oparta na mentalizacji (tłum. J. Okuniewski). Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  • Bateman, A. W., Unruh, B. T., Drozek, R. P. (2025). Terapia oparta na mentalizacji w leczeniu zaburzeń narcystycznych (tłum. J. Okuniewski). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Beck, H., Anastasiadou, S., Meyer zu Reckendorf, C. (2022). Fascynujący mózg (tłum. A. Władyka-Leittretter). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Józefik, B., Iniewicz, G. (red.). (2008). Koncepcja przywiązania. Od teorii do praktyki klinicznej. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  • Król-Kuczkowska, A. (2022). Mentalizacja w diagnozie par – możliwe zastosowania. W: H. Pinkowska-Zielińska, B. Zalewski (red.), Diagnoza w psychoterapii par. Tom 2. Specyficzne zjawiska w diagnostyce par. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Malinowski, P. (2025). Flashback emocjonalny – multimodalne rozumienie w kontekście relacyjnej traumy rozwojowej. W: H. Pinkowska-Zielińska, B. Zalewski (red.), Terapia par. Od rezygnacji do nadziei. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Marszał, M. (2015). Mentalizacja w kontekście przywiązania. Zdolność do rozumienia siebie i innych u osób z osobowością borderline. Warszawa: Difin.

 

 

 

Style przywiązania – jak relacje z dzieciństwa wpływają na nasze związki?

 

Sposób, w jaki tworzymy bliskie relacje jako dorośli, jest głęboko zakorzeniony w naszych pierwszych doświadczeniach z opiekunami.

Teoria przywiązania tłumaczy, dlaczego jedni z nas czują się bezpiecznie w bliskich związkach, a inni — mimo pragnienia bliskości — wciąż się od niej oddalają.

Bowlby i jego rewolucyjna idea

Brytyjski psychiatra John Bowlby zaobserwował w latach 50. XX wieku, że dzieci odseparowane od matek w szpitalach przeżywają coś znacznie głębszego niż chwilowy smutek — reagują rozpaczą, protestem, a następnie emocjonalnym wycofaniem. Z tego spostrzeżenia zrodziła się teoria przywiązania: więź z opiekunem to nie tylko dodatek do życia dziecka, lecz jego biologiczna potrzeba, ukształtowana
przez ewolucję jako mechanizm przetrwania. Bowlby opisał tzw. bezpieczną bazę — gdy opiekun jest dostępny i responsywny czyli odpowiadający na potrzeby, dziecko może swobodnie eksplorować świat, wiedząc, że w razie zagrożenia ma do kogo wrócić. To wczesnodziecięce doświadczenie staje się szablonem dla wszystkich późniejszych bliskich relacji.

Cztery style przywiązania

Psycholożka Mary Ainsworth przebadała setki par matka–dziecko w laboratorium i odkryła, że niemowlęta reagują na krótkie rozstania według wyraźnych wzorców. Z jej badań — i późniejszych prac Mary Main — wyłoniły się cztery style przywiązania, które towarzyszą nam przez całe życie:

Bezpieczny: Cechuje się swobodnym wyrażaniem potrzeby bliskości i niezależności. Umiejętnością nawiązywania intymnych relacji bez lęku przed odrzuceniem. W dzieciństwie opiekun był przewidywalny i dostępny – dziecko doświadczyło tego, że może liczyć na pomoc. W dorosłości: stabilne, satysfakcjonujące relacje, dobra regulacja emocji.

Lękowo-ambiwalentny: Silna potrzeba bliskości, lęk przed odrzuceniem, zazdrość, trudność z uspokojeniem się po kłótni. Wdzieciństwie opiekun był nieprzewidywalny – raz dostępny, raz nieobecny. Dziecko doświadczyło tego, że trzeba głośno i intensywnie sygnalizować potrzeby, bo inaczej zostaną zignorowane. W dorosłości: relacje pełna napięcia, niepewności i nadmiernej kontroli.

Unikający: Pozorny chłód emocjonalny, dystans wobec bliskości, chęć bycia niezależnym. W dzieciństwie opiekunsystematycznie ignorował emocje dziecko lub był niedostępny emocjonalnie – dziecko doświadczyłoodrzucenia, poszukiwanie bliskości pozostawało bez odpowiedzi. W dorosłości: trudności z zaufaniem iwyrażaniem potrzeb, ucieczka w pracę lub samotność.

Lękowo-unikający (zdezorganizowany): Równoczesne pragnienie bliskości i lęk przed nią. Chaotyczne wzorce w relacjach, trudność w regulacji emocji. W dzieciństwie opiekun był źródłem zagrożenia – dziecko stało przed nierozwiązywalnym konfliktem: z jednej strony pojawiał się w nim lęk przed opiekunem a równocześnie chęć bliskości z nim. Ukształtowanie się takiego stylu przywiązania najsilniej jest powiązane z późniejszymi trudnościami psychologicznymi.

Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na powtarzanie wzorców?

Nie. Styl przywiązania to nie wyrok — to mapa, która pokazuje, skąd pochodzi nasze zachowanie w relacjach. Badania podłużne, m.in. wieloletnie Minnesota Longitudinal Study, pokazują, że choć wzorce przywiązania są stosunkowo trwałe, mogą ulec zmianie pod wpływem nowych doświadczeń: bezpiecznego związku, bliskiej przyjaźni, a przede wszystkim — psychoterapii.

Mary Main opisała zjawisko tzw. nabytego bezpieczeństwa (earned security): osoby, które w dzieciństwie doświadczyły trudnych relacji z opiekunami, mogą jako dorośli osiągnąć bezpieczny styl przywiązania, jeśli przepracują te doświadczenia — najczęściej właśnie w terapii.

Jak terapia może pomóc?

Relacja terapeutyczna sama w sobie jest doświadczeniem korektywnym. Terapeuta pełni rolę bezpiecznej bazy — dostępnej, przewidywalnej osoby, przy której można eksplorować własne emocje i wzorce bez ryzyka odrzucenia. Regularność, bezpieczeństwo i empatia  psychoterapeuty stopniowo „przepisują” wewnętrzne przekonania o tym, czego można oczekiwać od bliskich. Terapie takie jak terapia oparta na mentalizacji (MBT), podejście psychodynamiczne i psychoanalityczne, terapia schematu czy emotionally focused therapy (EFT) dla par bezpośrednio odwołują się do teorii przywiązania. Pomagają rozpoznać, kiedy zachowujemy się według starych wzorców, rozumieć, skąd one
pochodzą, i — krok po kroku — budować nowe sposoby bycia w relacji. Czy rozpoznajesz u siebie któryś z wzorców? Świadomość własnego stylu przywiązania to pierwszy krok do zmiany. Jeśli zauważasz, że trudno ci być blisko innych, że relacje cię przytłaczają albo że wciąż się boisz porzucenia — nie jesteś na to skazany. To wyuczony wzorzec, który można przepracować.

 

 

 

Autorka: Martyna Korzec – psycholożka, psychoterapeutka

 

 

smutek

Jak radzić sobie z tym, co nieuniknione – ze stratą?

02 listopada – Zaduszki. To dzień, który ma swoje korzenie jeszcze w wierzeniach i obrzędach pogańskich. Obchody tego dnia, jak i mającego swoje korzenie w kulturze celtyckiej halloween, miały na celu nawiązanie kontaktu z duchami.

Read more

Święta bez stresu

Pusty dom na Święta

W czasie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia pojawia się wiele tekstów o tym jak ograniczyć stres i napięcie w tym szczególnym czasie, jak wyrwać się z pędu przygotowań, skupić się na rzeczach naprawdę istotnych i znaleźć umiar. Teksty te są kierowane w zasadzie do kobiet, które organizują spotkania rodzinne i uroczyste posiłki np. Wigilię. Pozostałe osoby wydają się nie doświadczać tego szczególnego napięcia, związanego z niepewnością czy starczy czasu aby wszystko przygotować.

Ten artykuł będzie poświęcony właśnie tym dorosłym osobom, które nie pełnią roli gospodyni/gospodarza domu organizujących święta, lecz pozostają w tym czasie głównie w roli gościa lub spędzają święta samotnie lub w niewielkim gronie. 

Read more

JESTEM W CIĄŻY?! O WSPARCIU OKOŁOPORODOWYM

Ciąża to temat wzbudzający całe spektrum emocji – od par usilnie starających się o dziecko, po takie, które przepełnia lęk przed niechcianym potomstwem… Pary w stanie euforii spełniające marzenie o powiększeniu rodziny, a także rozżaleni partnerzy przeżywający żałobę po stracie ciąży… Czym jest stan ciąży, jakie niesie zagrożenia, jakie są możliwości wsparcia?

Read more

CZY MOJE DZIECKO NIE RADZI SOBIE Z EMOCJAMI? O inteligencji emocjonalnej u dzieci

Czym jest inteligencja emocjonalna? Czy można ją wyuczyć? Jak rozwija się ona u dzieci? Czy krzyk dziecka, histerie lub nadmierny płacz z byle powodu to znak, że nie radzi sobie z emocjami, czy właśnie to jest jego sposób radzenia sobie z nimi? Zapraszamy do wspólnej refleksji na temat emocjonalności dzieci.

Read more
emocje

Emocje – czym są i jak sobie z nimi radzić?

Emocje to swojego rodzaju drogowskazy, które pozwalają nam się odnaleźć w świecie. Dlaczego emocje są ważne? Czy prawdziwe doświadczanie wszystkich emocji ma sens? Jak nauczyć się przeżywać emocje? Na te i pokrewne pytania odpowiem w tym artykule. 

Spis treści:

Dlaczego emocje są ważne?

Uznaje się, że emocje rozwinęły się po to, by ludzie radzili sobie skuteczniej z życiowymi zadaniami. W każdym momencie dociera do nas tak dużo informacji, że świadome przetwarzanie ich byłoby niemożliwe. Na poziomie świadomym rejestrujemy tylko część informacji. Jednak reagujemy nie tylko na te sygnały, które dochodzą do naszej świadomości, czyli informacje, które zostały przetworzone przez naszą korę czołową.

Poza mózgiem racjonalnym mamy też mózg emocjonalny czyli starsze części mózgu – mózg gadzi i układ limbiczny, które wysyłają polecenia do naszego ciała bez udziału świadomości. Dlatego też zdarza się, że reagujemy na coś, czego nie rozumie (jeszcze) nasza część racjonalna. Ta wiedza zawarta jest właśnie w emocjach. Dlatego są one tak ważne – są nośnikiem wielu istotnych informacji, które mogą pomóc nam relacjach międzyludzkich, czy nawet – z perspektywy ewolucyjnej – w przetrwaniu.

Z tej perspektywy nie ma podziału na „pozytywne” czy „negatywne” emocje, jak się przyjęło dzielić potocznie stany emocjonalne. Każda emocja jest istotna i ważna, bo każda jest źródłem informacji o tym, w jakiej sytuacji się znajdujemy, wiele mówią o nas samych i ludziach, jacy nas otaczają. Jak drogowskazy pokazują, gdzie jest zagrożenie, czego nam brakuje, a co nam nie sprzyja. 

Czy prawdziwe doświadczanie wszystkich emocji ma sens?

To trochę jest pytanie, czy lepiej jest nie wiedzieć i błądzić, żyć po omacku, czy być świadomym. Myślę, że każdy z nas miał takie momenty w życiu, kiedy podpisałby się pod stwierdzeniem, że lepiej nie wiedzieć albo z pełnym przekonaniem powiedziałby, że nie chce czuć tych wszystkich emocji. Bo czasem emocje są trudne, bolesne; dlatego od nich uciekamy, wypieramy je, nie chcemy przezywać.  Warto jednak spojrzeć na to, z takiej perspektywy – czy to emocje są trudne i bolesne, czy np. sytuacja, w której się znaleźliśmy, czyjeś zachowanie, strata, której doświadczyliśmy? Emocje to informacje. Czy chcemy z nich zrezygnować w dłuższej perspektywie?

czy złość jest zła

Rezygnacja z emocji, tych trudnych i bolesnych, to także rezygnacja z bliskości, radości, wzruszenia, współczucia. Nie da się bowiem wybiórczo „odciąć” niechcianych, nieprzyjemnych emocji, a w pełni doświadczać tych przyjemnych. Zresztą chyba nie tak łatwo wyizolować czyste pozytywne emocje, ponieważ różnorodne uczucia splatają się w naszym doświadczaniu i przeżywaniu. Bardzo obrazowo pokazane jest to w fenomenalnej kreskówce „W głowie się nie mieści”, gdzie główna bohaterka uświadamia sobie, że radość, miłość i bliskość, których doświadcza, są tak silne i ważne, bo są odpowiedzią na jej smutek. Bez przeżycia smutku i zmierzenia się ze stratą nie byłoby możliwe poczucie tego, że ktoś nas pociesza i wspiera, jest przy nas w trudnych momentach.

Niestety nasza kultura nie wspiera w pełnym przeżywaniu i autentycznym wyrażaniu emocji. Już w pierwszych latach socjalizacji, w domu rodzinnym uczymy się, które emocje są „dobre”, a które „złe”, niewłaściwe. Słyszymy o tym wprost, w komunikatach „tak nie wypada”, „to nieładnie”, albo poprzez nasze doświadczenie, kiedy stykamy się z dezaprobatą, czy nawet karą, gdy zbyt spontanicznie i ekspresyjnie wyrazimy jakieś uczucia. Przez lata uczymy się poprzez doświadczenie i obserwację, jakie emocje są akceptowane, a jakie bywają zakazane. Wchłaniamy to, co uznane w danej kulturze, społeczności czy rodzinie. Bywa, że rodziny mają swoje „zakazane” emocje – w jednych nie można przeżywać radości, w innych się smucić. Czasami zakazana jest złość, a czasami wszelkie przejawy tak zwanej słabości, wrażliwości. Niezwerbalizowana opowieść o emocjach to część przekazu transgeneracyjnego, jaki przechodzi z pokolenia na pokolenie. Zawarte są nich m. in. traumy rodzinne, niedomknięte żałoby, nieprzeżyte emocje, które zostały wyparte i zakazane. 

Później, kiedy opuszczamy rodzinę pochodzenia i wychodzimy w szerszy świat, konfrontujemy się z innymi opowieściami na temat emocji. Czasem inni ludzie utwierdzają nas w przekonaniu, że pewnych emocji „nie opłaca się” przeżywać, wyrażać, a czasem wzbudzają w nas wątpliwości. Dojrzewanie i dorosłość to czas weryfikacji naszego dziedzictwa emocjonalnego. Doświadczamy skutków okazywania bądź nieokazywania emocji, tego, jakie niesie to ze sobą konsekwencje dla naszych relacji z innymi ludźmi, dla nas samych, dla naszego ciała i zdrowia. To taka empiryczna weryfikacja tego, co na sprzyja, a co niesie ze sobą zbyt wielkie koszty.

Jak nauczyć się przeżywać emocje?

Na początek trzeba rozróżnić przeżywanie i wyrażanie emocji. To nie są tożsame stany. 

Emocje w dużym stopniu są niezależne od naszej woli, pojawiają się jako reakcja na sytuacje, w której się znajdujemy, albo którą antycypujemy. Emocje to specyficzne pobudzenie naszego organizmu, na które składa się komponent fizjologiczny – czyli to, co się dzieje z naszym ciałem, komponent poznawczy – czyli to, jakie znaczenie temu nadajemy, treść emocji oraz komponent afektywny – czyli to, czy dany stan wiąże się z poczuciem przyjemności czy przykrości.  Jak widać, odczuwanie emocji związane jest ze świadomością własnego ciała, a z tym bywa różnie. Często emocji nie odczuwamy w ciele, ale je w nim chowamy. Skutkuje to różnego rodzaju napięciami, bólami, schorzeniami psychosomatycznymi. Coraz częściej w gabinecie pojawiają się pacjenci wysłani na psychoterapię przez fizjoterapeutów, albo korzystający równolegle z psychoterapii i fizjoterapii. Na gruncie podejścia ISTDP przywiązuje się bardzo dużą wagę do tego, gdzie i jak w ciele odczuwane są i blokowane emocje. Psychoterapeuta przygląda się razem z pacjentem odczuciom płynącym z ciała, żeby ten nauczył się je rozpoznawać, badać, rozumieć i pozwalać sobie doświadczać. Równie istotne jest też rozpoznanie obron, czyli blokad – tego, co nie pozwala w pełni czuć i wyrażać siebie.

Jak widać, pierwsze kroki w nauczeniu się przeżywania emocji to zwiększenie samoświadomości i świadomości własnego ciała. Z jednej strony wymaga to uważności na siebie, na to, co się z nami dzieje, czego doświadczamy, jak o tym myślimy, z drugiej uważności na swoje ciało. Treningi uważności i praca z ciałem to pomocne narzędzia w procesie uczenia się swoich emocji. Szczególnie jednak pomocna jest psychoterapia, w tym psychoterapia grupowa, dzięki której nie tylko będziemy mieć większą świadomość przeżywanych przez nas emocji, ale także będziemy mogli zrozumieć ich znaczenie w kontekście relacji z drugim człowiekiem. W grupie możemy doświadczać zarówno tego, jak my reagujemy na różne sytuacje, jak i tego, jak inni reagują na to, co mówimy i robimy, czyli tego, jakie emocje my wzbudzamy w innych. 

Pełne korzystanie z emocji to nie tylko ich odczuwanie (co niewątpliwie jest istotnym pierwszym krokiem), ale także ich wyrażanie w taki sposób, by służyło to naszym potrzebom, pragnieniom, jak i nie raniło innych wokół nas.

Wyrażać emocje można na wiele sposobów. Można ukrywać, że coś nas poruszyło, starać się nie dać tego po sobie poznać. Można bagatelizować swoje uczucia, pomniejszając je – „to nic takiego, nie ma to dla mnie znaczenia”. Można też starać się pokazać, że przeżywamy coś innego niż w rzeczywistości – „nie zdenerwowałam się, zmęczona jestem”. Można też zamienić emocje na inne, bądź odreagować je nie wprost. Można jednak także wprost powiedzieć o tym, co się czuje. Nie zawsze to jest łatwe, jednak jest to jedyna droga do tego, żeby rozmawiać zarówno o emocjach jak i o tym, co do nich doprowadziło, droga do zmiany. Odpowiedzialność za to, co robimy z naszymi uczuciami, jest po naszej stronie. Kiedy stajemy się dorośli, to już od nas zależy, czy będziemy je chować przed światem i czasem samymi sobą, czy podejmiemy próbę poznania ich i uczynienia z nich naszych sojuszników.

Jak pomimo społecznych stereotypów okazywać emocje?

Powszechnie uważa się, że to kobiety są bardziej emocjonalne od mężczyzn, z jednym wyjątkiem – jest nim agresja, na okazywanie której mają przyzwolenie mężczyźni, ale nie kobiety. Biorąc pod uwagę fizjologiczna ścieżkę powstawania emocji, zadziwiającym jest, że ta jedna emocja nie jest dostępna kobietom. Tymczasem okazuje się, że na poziomie fizjologicznym nie obserwuje się różnic rodzajowych. 

Istnieje wiele badań, które pokazują, że różnice rodzajowe nie dotyczą  przeżywania, lecz wyrażania emocji. Sprawia to pozorne wrażenie, że np. kobiety nie czują złości. Okazuje się jednak, że kobiety i mężczyźni przeżywają podobne emocje w analogicznych sytuacjach. Kobiety czują złość tak samo jak mężczyźni, ale inaczej ją wyrażają, co czasem może być błędnie odczytywane, mylone np. ze smutkiem albo żalem.  Tymczasem ekspresa emocji to już kwestia silnie uwarunkowana społecznie, wynika ona z odmiennych reguł okazywania emocji. 

Pobudzenie fizjologiczne w przypadku  analogicznych sytuacji jest bardzo podobne u obu płci. Dotyczy to zarówno złości jak i emocji takich jak wzruszenie, bliskość, opiekuńczość. Tak jak kobiety potrafią czuć i przeżywają złość, tak samo mężczyźni reagują troską i opiekuńczością na wyzwalające te emocje sytuacje. Tym, co różnicuje behawioralne przejawy uczuć, są oczekiwania społeczne, reguły określające, kiedy i jak można wyrażać emocje, wychowanie. Na szczęście – dla zdrowia psychicznego i fizycznego oraz pełni relacji – wzorce społeczne związane z rodzajowymi ograniczeniami w wyrażaniu emocji zmieniają się i coraz częściej społecznie akceptowalna jest złość u kobiet i troska u mężczyzn. Jedne i drugie bowiem stanowią ważne zasoby, z których dobrze jest móc korzystać. Złość to nie tylko destrukcyjna moc, ale przede wszystkim siła do wyrażania swojego zdania, bronienia swoich przekonań, stawiania granic i dążenia do realizacji celów. 

Skąd brać odwagę, by wyrażać siebie? Nie zawsze jest to łatwe, ale dobrze jest mieć swoją własną „grupę wsparcia”. To, do jakich relacji zapraszamy innych ludzi, zależy od nas. Decydujemy o tym, czy będą to relacje oparte na szczerości, otwartości i autentyczności, czy na pozorach. Zapraszając innych do budowania opartych na autentyczności relacji, stwarzamy sobie możliwość bezpiecznego poznawania własnych uczuć oraz sprawdzania różnych sposobów ich okazywania. Nawet jeżeli przygodę z własnymi emocjami zaczniemy na psychoterapii, to ta kiedyś się zakończy, a celem jest satysfakcjonujące życie poza gabinetem psychoterapeuty. Od nas zależy, czy będziemy sobie taką bezpieczną przestrzeń budować, sprawdzać różne sposoby wyrażania siebie.

Agata Hensoldt – Jankowska – psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka PTP; prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych, par oraz psychoterapię grupową. Pracuje w nurcie psychodynamicznym.

Literatura:

  • Brannon Linda (2002) Psychologia rodzaju, tłum. Kacmajor M., wyd. GWP
  • Frederickson J. (2014) Współtworzenie zmiany. Skuteczne techniki terapii dynamicznej, wyd. Harmonia
  • Jucewicz Agnieszka (2019) Czując. Rozmowy o emocjach, wyd. Agoravan der Kolk Bessel (2018) Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy, wyd. Czarna Owca

Psycholog Wrocław – umów wizytę online lub telefonicznie 

Zapraszamy! Ośrodek Psychoterapii Przystań

złość

Czy złość jest zła?

„Złość piękności szkodzi”, „Ale z Ciebie złośnica!”, „Idź do pokoju!, porozmawiamy, kiedy przestaniesz być zła!”. Już od czasu, kiedy mamy kilka lat, słyszymy od rodziców w domu , potem od opiekunów  w przedszkolu i dalej w szkole od nauczycieli powtarzające się przekazy na temat złości. Tym bardziej jeśli jesteśmy dziewczynką, uczy się nas być grzeczną, posłuszną i wiele z nas nabywa tę „umiejętność” chowania złości, uciszania jej w sobie, tłumienia.

Odwrotnie niż chłopcy, których dużo rzadziej gani się za tupanie nogami, stanowcze „Nie!” i nieprzyjemny dla otoczenia, gniewny wyraz twarzy. Dlaczego jednak dla większości z nas, bez względu na płeć, złość jest problemem? Czy jest zła? A może więcej szkody przynosi zamykanie jej w zaciśniętych szczękach, gardle czy wytrzymywanie jej aż przeminie?  W tym artykule chcę przyjrzeć się głównie temu, co dzieje się gdy tłumimy złość.

Read more

Jak pierwsze więzi kształtują nasze życie? – Teoria relacji z obiektem

  Teoria relacji z obiektem to jedna z najważniejszych teorii psychologicznych, która pomaga zrozumieć, w jaki sposób …

Czym jest mentalizacja i jak ratuje nasze relacje?

Mentalizacja to, mówiąc potocznie, zdolność rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych i przekładania ich na zachowania, …

Style przywiązania – jak relacje z dzieciństwa wpływają na nasze związki?

  Sposób, w jaki tworzymy bliskie relacje jako dorośli, jest głęboko zakorzeniony w naszych pierwszych doświadczeniach …